Wytrwale biec po marzenie. Rozmowa z Martą Kruczek


 
   Znajomość z Martą Kruczek – dwudziestosześcioletnią autorką powieści Ci inni za murem (recenzja tutaj: Debiut doskonały) rozwija się bardzo intensywnie, dlatego poprosiłam  o rozmowę.  Nie mogłyśmy pójść razem do kawiarni, ponieważ moja rozmówczyni mieszka w Niemczech. Od czego jest jednak internet?

Oto rezultat intensywnej korespondencji mailowej.

 Urszula Kempa-Adamczyk: Niedawno, bo 13 marca 2019 roku ukazała się Twoja debiutancka powieść Ci inni za murem.  Ciekawa jestem, co było dla Ciebie inspiracją przy jej tworzeniu?

Marta Kruczek: Szczerze powiedziawszy, przyśniło mi się takie miasto zamieszkałe przez zombie, a że ten sen był bardzo realny i dobrze pamiętałam go po przebudzeniu, opowiedziałam o nim mojemu partnerowi. Ten stwierdził, że to dobry pomysł na film. „Nie, nie na film. Na książkę” – pomyślałam. Przez parę następnych tygodni zastanawiałam się nad treścią i, gdy już miałam w głowie zarys, zaczęłam pisać.

 Urszula Kempa-Adamczyk: To fascynujące! Historia ze snu, będąca połączeniem kryminału, horroru i powieści psychologicznej. Czy od początku takie były plany?

Marta Kruczek: Chciałam napisać kryminał i koniecznie wpleść w niego wątek fantastyczny. Wszystko, co piszę, ma w sobie coś nierealnego. Elementy powieści psychologicznej wynikły z moich osobistych przemyśleń, które wplatałam w historię.

 Urszula Kempa-Adamczyk: Stworzyłaś w ten sposób coś niesamowitego. Do tego zastosowałaś narrację pierwszoosobową, za którą, przyznaję, nie przepadam. W Twojej powieści, jednak zupełnie mi nie przeszkadzała. Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na taki styl narracyjny?

Marta Kruczek:  Zrobiłam to, bo tak najlepiej mogłam wyrazić emocje. Główna bohaterka myśli jak ja. Chciałam jak najlepiej opisać zdarzenia i zachodzące w głównej bohaterce i reszcie postaci zmiany i ta opcja narracji wydawała mi się najlepsza. Ci inni za murem to osobista książka.

Urszula Kempa-Adamczyk:  Otóż to, Twoi bohaterowie posługują się językiem potocznym, mówią i myślą jak współcześni młodzi ludzie.  Czy pisząc dialogi wzorowałaś się na autentycznych rozmowach, spisywałaś je i dostosowywałaś do potrzeb fabuły?

Marta Kruczek: Trochę tak. Parę rozmów odbyło się naprawdę. Oczywiście w trochę innym kontekście. Głównymi bohaterami są młodzi ludzie, więc tak też musieli mówić.

Urszula Kempa-Adamczyk: Zdecydowanie stworzyłaś bohaterów, z którymi bardzo łatwo się utożsamić. Intrygują mnie jednak ich nazwiska – z jednej strony polskie , z drugiej brzmiące obco, jak na przykład Patters. Czy to celowy zabieg? A może ma to związek z Twoim życiem za granicą?

Marta Kruczek: Wynika to z tego, że najpierw napisałam tę powieść w języku niemieckim.
W pierwszej wersji większość bohaterów nazywa się inaczej. Nie wszystkie imiona i nazwiska zmieniłam na polskie, bo zdałam sobie sprawę, że w ten sposób jeszcze bardziej mogę podkreślić kontrasty. Cała powieść jest zbiorem sprzeczności i zderzających się ze sobą światów.


Urszula Kempa-Adamczyk: To prawda, świat przedstawiony jest pełen sprzeczności, które mimo wszystko tworzą spójną całość. Pewne wątki fabularne wydają się jednak niedomknięte. Planujesz kontynuację opowieści?

Marta Kruczek:  Ależ oczywiście! Koniecznie muszę rozprawić się z paroma wątkami.

Urszula Kempa-Adamczyk: Nie mogę się doczekać kontynuacji. Tymczasem wróćmy do debiutu. Jakie to uczucie, gdy Twoja książka ukazuje się drukiem?

Marta Kruczek:  To niesamowite uczucie trzymać w rękach własną książkę. Jednak najpiękniejsza w tym wszystkim jest świadomość, że książka ma czytelników. Ktoś czyta mój tekst, wyobrażacie to sobie? Rewelacja! Lepiej być nie może. Jestem niesamowicie dumna.

Urszula Kempa-Adamczyk: I masz ku temu powody! Zanim jednak nadszedł ten upragniony moment, musiałaś pokonać pewną drogę. Jaka ona była? Jak organizowałaś sobie czas pracy?

Marta Kruczek: Pisałam, gdy miałam czas, więc czasem niestety były tygodnie, w których nie napisałam nawet słowa. Nie jest łatwo chodzić do pracy, uczyć się na egzaminy na studia i pisać. Jednak dałam radę i już piszę następną książkę.

Urszula Kempa-Adamczyk: To wspaniale, ale czy miałaś momenty zwątpienia, myśli typu: „Poddaję się, i tak nic z tego nie będzie”?

Marta Kruczek: I to wiele. Gdy skończyłam pisanie, zaczęłam się bać. Nie wiedziałam, czy powinnam w ogóle komuś pokazać mój tekst. Także teraz są momenty, gdy na przemian myślę, że moja książka wcale nie jest dobra, że nie mam talentu i nikt nie będzie jej czytał. I tak w kółko. Jak każdy mam gorsze dni i wtedy wątpię we wszystko.

Urszula Kempa-Adamczyk:  Mimo wszystko udało Ci się doprowadzić do wydania powieści, choć domyślam się, że to niełatwe. Jak do tego doszło?

Marta Kruczek: Długo nie miałam odwagi wysłać tekstu do paru wydawnictw. Czekałam i czekałam, ale nic się nie działo. W internecie pełno było artykułów o tym, że wydawnictwa niechętnie przyjmują manuskrypty debiutantów, ponieważ to ryzyko. Wtedy zaczęłam myśleć o wydaniu książki na własną rękę. Zdecydowałam się na współpracę z wydawnictwem Poligraf. Wydawnictwo to zajęło się całym przygotowaniem, a także wprowadziło książkę do księgarni internetowych.

Urszula Kempa-Adamczyk: Tobie udało się osiągnąć sukces. Co poradziłabyś osobom, które marzą o napisaniu własnej książki?

Marta Kruczek: Osobom, które marzą o napisaniu książki radzę, żeby nauczyły się być cierpliwe. Proces ten trwa długo i wymaga wiele pracy. Wierzcie w siebie i spełniajcie swoje marzenia! Mamy tylko jedno życie i nie ma na co czekać.

Urszula Kempa-Adamczyk: Doskonała rada! Tobie także życzę wytrwałości i dziękuję za rozmowę. 




Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. To prawda, życie bez marzeń jest przecież takie smutne

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy i dobrze przeprowadzony wywiad. Wielkie brawa zarówno dla debiutancki, jak i dla ciebie, za świetnie przemyślany dobór pytań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.Z radością przyznaję, że ta rozmowa była prawdziwą przyjemnością. Pytania nasuwały się same

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Debiut doskonały

Opowieści (z) walizki