Wstrząsające katharsis

Wieczorne rytuały 

   
 Chyba każdy z nas ma swoje małe rytuały - począwszy od sposobu picia porannej kawy, a na czynnościach wieczornych skończywszy.  Osobiście lubię przed zaśnięciem wypić melisę lub herbatę  w wielkim  kubku z godłem Gryffindoru (tak, potteromania trwa całe życie)*, przeglądając katalog legimi. W ten sposób półka z napisem "do przeczytania" rozrasta  się każdego dnia.
   Niedawno trafiłam na książkę Małgorzaty Friedel Moja mama jest aniołem.
I, chociaż bardzo niechętnie sięgam po tego rodzaju literaturę, tym razem postanowiłam spróbować.
 Czy zrobiłam to w ramach umartwień przy okazji Wielkiego Tygodnia? Raczej nie. Myślę po prostu, że czasem potrzebne jest katharsis.

    Wątpliwości recenzentki

    Po raz pierwszy, odkąd założyłam to miejsce, nie potrafię znaleźć słów na opisanie wrażeń z lektury.  Zapytacie pewnie, co sprawiło, że zapomniałam języka. Otóż, o niektórych książkach nie sposób mówić. Nie dlatego, że są złe ani dlatego, że dobre, ale ponieważ wymykają się ocenie.
  Jak miałabym spokojnie rozprawiać o sposobie narracji, konstrukcji bohaterów i dialogów, skoro temat poruszył mnie tak dogłębnie ?

     Opisać niewypowiedziane

       Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest codziennie patrzeć na śmierć bliskiej osoby? Obserwować zmiany, zachodzące w jej ciele? Właśnie z taką sytuacją ma do czynienia bohaterka i narratorka Moja Mama jest aniołem. Jak sobie poradzi?
  Opisując swoją historię, Małgorzata używa słów uznawanych za niecenzuralne.  Oczywiście,  może się to nie podobać. Przyznaję, że w pierwszej chwili byłam mocno oburzona. Bo jak to,  literatura i wulgaryzmy? Po dłuższym zastanowieniu pomyślałam jednak, że przecież cała współczesna, polska fantastyka wulgaryzmami stoi! Czy zatem mogę autorkę potępiać za używanie tego rodzaju słów?
   Przecież nazywanie nowotworu "skurwielem"  drażni o wiele mniej, niż rzucanie "kurwami" na wszystkie strony, jak robią to choćby postaci z Wiedźmina  (tak, wiem, Wiedźmin to nie najnowsza pozycja, ale w tym względzie niemal ikoniczna).
  Biorąc pod uwagę tragiczną sytuację, w jakiej znalazła się rodzina bohaterki, ostre słowa, wydają się zupełnie naturalne.  Co więcej, dodają opisowi dramatyzmu, sprawiając równocześnie, że staje się on jeszcze bardziej autentyczny.
  Trudno mi wyobrazić sobie, bym, będąc w podobnym położeniu, potrafiła powstrzymać się od stosowania wulgaryzmów.

       Podsumowanie

  We wstępie do swojej książki autorka pisze:
"Wiek XIX dawno się skończył. Nie będę Flaubertem XXI wieku." 
I rzeczywiście, nie jest. Opisuje tylko prawdę, ale prawdę tak przerażającą, że nie trzeba już żadnych udziwnień, żadnych zabiegów stylistycznych. Wystarczą najprostsze zdania, by stworzyć obraz do głębi poruszający, uderzający w najczulsze struny.
Czy polecam tę książkę?
  Jeśli potrzebujecie katharsis albo, jeżeli w Waszej rodzinie wydarzyła się tragedia i szukacie usprawiedliwienia dla towarzyszących temu negatywnych uczuć - zdecydowanie tak.
  Jeżeli jednak chcielibyście lektury uwznioślającej cierpienie, idealizującej ostatnie chwile ludzkiego życia - to nie jest właściwy adres.

* Jeśli jesteście zainteresowani wpisem o mojej potteromanii, dajcie znać w komentarzach

Komentarze

  1. Bardzo lubię takie książki, filmy też, ale książki jednak mają to coś więcej. Tej jeszcze w swoich rękach nie miałam, muszę koniecznie się w nią zaopatrzyć :) I z chęcią przeczytam o Twojej potteromanii ;)

    Pozdrawiam,
    Amelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz takie książki, zdecydowanie polecam "Bez mojej zgody" (z pewnością znasz film, ale książka lepsza)

      Usuń
  2. Cierpienie i emocje towarzyszące takim tragediom to coś naturalnego, ale nauczeni jesteśmy żeby z nimi walczyć, zamiast pozwolić im być. Wierzę, że książka jest dobra, ale obecnie chyba boję się po nią sięgnąć. Chociaż pewnie jak znajdę to się rzucę i tak.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje niestety trend kulturowy, który każe wyciszać uczucia, zaprzeczać im. Ta książka zdecydowanie stoi w opozycji do rzeczonego trendu

      Usuń
  3. Książka brzmi bardzo ciekawie, jak w końcu uporam się ze ślepnąć od świateł to może wezmę w swoje ręce :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Debiut doskonały

Wytrwale biec po marzenie. Rozmowa z Martą Kruczek

Opowieści (z) walizki