Sposób na opory

Dlaczego nie lubię kryminałów?

   Uwielbiam zapach nowych książek - papieru i farby drukarskiej, do tego szczypta przygody. To wszystko sprawia, że mam ochotę natychmiast zatopić zęby w dopiero co nabytej nowości. Ostatnio  co prawda coraz częściej sięgam po format czytnikowy, ale  zawsze można wyobrazić sobie ów aromat.  Tymczasem kryminały nie pachną przygodą - one mają w sobie odór zastarzałej krwi. Woń zdecydowanie nie zapraszająca do lektury.
   Zdaję sobie sprawę, że patrzenie na książki przez pryzmat węchu może Was nieco dziwić, ale przecież literatura jest sztuką sensualną.  Czytając, nie tylko widzę obrazy, słyszę dźwięki, odbieram emocje, ale i odczuwam zapachy.  Połączenie wszystkich tych wrażeń przez lata odrzucało mnie od kryminałów.

Co zatem sprawiło, że się przełamałam?

 Mogłabym poszukać banalnej odpowiedzi, ale wydaje mi się, że złożyło się na to kilka czynników.  Pierwsze skrzypce zagrała tu z pewnością otwartość na zmiany.
   Po latach książkowej przygody stworzyłam sobie prywatną strefę czytelniczego komfortu: fantastyka przeplatana romansem i dobrą obyczajówką to to, co tygryski lubią najbardziej!
A  jednak nawet w najbardziej wygodnym gniazdku  z czasem robi się za ciasno. Trzeba wtedy wyjść krok naprzód i podjąć wyzwanie.

Od pierwszego wejrzenia

Najpierw zobaczyłam okładkę - niebieską z czerwonym napisem:  Jak znaleźć mordercę, gdy pamiętasz tylko to, co zdarzyło się... WCZORAJ. Natychmiast zapragnęłam poznać odpowiedź na to pytanie! Jedno kliknięcie i mój własny egzemplarz Wczoraj Felicii Yap czekał na przeczytanie. Niezwłocznie wyruszyłam na poszukiwanie mordercy, przepadając na długie godziny.    



Wciągająca wizja świata, w którym największym ograniczeniem człowieka jest on sam.

    Bohaterowie powieści żyją w rzeczywistości, która właściwie nie odbiega od współczesnych realiów (akcja rozgrywa się na początku XXI wieku). Z jedną maleńką, ale jakże istotną różnicą. W chwili wkroczenia w dorosłość tracą możliwość zapamiętywania.
Wyobraźcie to sobie - jednego dnia bierzecie ślub z miłością swojego życia, a dwa dni później budzicie się obok zupełnie obcej osoby - dramat! W tym świecie największym wrogiem człowieka jest jego własna pamięć.  Czy można tak żyć? Okazuje się, że jak najbardziej. Pytanie tylko, jak w takich warunkach odnaleźć sprawcę brutalnego morderstwa, które wstrząsnęło społecznością Cambridge?
    Ważniejsza od odpowiedzi na sakramentalne: "Kto zabił?" wydaje mi się jednak refleksja nad rolą wspomnień w naszym życiu. Czytając Wczoraj nieustannie stawałam wobec pytania "Kim byłabym bez pamięci? Na ile obraz samego siebie jest sumą wspomnień i  zdania innych ludzi?"
     Po lekturze powieści Felicii Yap muszę przyznać, że chętnie sięgnę po kolejne kryminały, a zatem bariera przekroczona!

A Wam udało się kiedyś wyjść poza strefę czytelniczego komfortu?

   


 

Komentarze

  1. Mi zdarzyło się wyjść poza moją strefę komfortu - przeczytałem powieść historyczną! :)

    Swoją drogą zastanawia mnie, jak "pachnie" fantastyka, skoro kryminały pachną krwią? Przecież w fantastyce bohaterowie mordują na potęgę, a i inne rzeczy (bardziej związane z romansami) zdarza im się robić. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastyka? Dla mnie to zapach lasu, konia, starego pomieszczenia - może strychu albo piwnicy. Co do poczynań bohaterów: może i mordują, ale nie paprzą się w tym potem przez kolejne 300 stron.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Debiut doskonały

Wytrwale biec po marzenie. Rozmowa z Martą Kruczek

Opowieści (z) walizki