Polski czytnik hit czy kit?

    Jak pewnie wiecie, od jakiegoś czasu chętnie korzystam z czytnika ebooków. Przede wszystkim z uwagi na jego mobilność oraz możliwość opłacania abonamentu legimi, pozwalającego na dostęp do kilku czy kilkunastu tysięcy książek w zaledwie kilka sekund. 

 Do tej pory używałam czytnika marki Pocketbook, z którego byłam bardzo zadowolona. Owszem, po ponad roku farba nieco się złuszczyła, pozostawiając niezbyt estetyczne plamy, jednak poza tym urządzenie działało bez zarzutu.

Przyzwyczajona do śledzenia nowinek związanych z szeroko pojętym światem czytelniczym, pewnego dnia odkryłam, że Inkbook wypuścił czytniki wyposażone w zintegrowane aplikacje legimi i empikgo. Długo wahałam się nad zakupem, jednak, w końcu, skuszona opcją dwudziestojednodniowego okresu próbnego, podjęłam decyzję.  

Wybrałam Calypso - najnowszy dostępny model tej marki i, choć rozdzielczość miał nieco niższą niż jego poprzednik - Prime HD, obiecywałam sobie wiele przyjemności płynącej z jego użytkowania. 

Zamówienie zrealizowano szybko i bez komplikacji, a nowy sprzęt wyglądał wprost uroczo w dokupionym specjalnie błękitnym etui. 

Bez chwili wahania zalogowałam się do legimi oraz, za pomocą otrzymanego wraz z czytnikiem kodu na trzydziestodniowy okres próbny, do empikgo i rozpoczęłam nową przygodę.  

Z początku korzystanie z nowego Inkbooka było czystą przyjemnością. Aplikacje działały sprawnie, wbudowane legimi pozwalało na przeglądanie katalogów z poziomu czytnika oraz śledzenie postępów, a oczy nie męczyły się w czasie czytania. 

Niestety, sielanka nie trwała długo. Zaledwie 13 dni od zakupu, gdy rano, gotowa na kolejną porcję czytelniczych wrażeń, chciałam włączyć Calypso, zobaczyłam coś takiego: 

 




W pierwszej chwili pomyślałam, że wystarczy zrestartować urządzenie. Gdy jednak to nie przyniosło rezultatu, napisałam do supportu Inkbooka, przesyłając im powyższe zdjęcie. 
Odpisano dość szybko, bo po zaledwie godzinie, informując mnie, że "ekrany czytników nie pękają samoistnie", musiało zatem dojść do uszkodzenia mechanicznego. Ponieważ jednak od zakupu minęło już 13 dni, uszkodzenia nie można zakwalifikować jako powstałego w wyniku transportu . 
Tymczasem, wiedząc, że ekrany Eink, w które wyposażono czytniki, są niezwykle delikatne, obchodziłam się ze sprzętem jak z przysłowiowym jajkiem. Dokupiłam, kosztujący prawie 80 zł futerał yoga, który, w przeciwieństwie do filcowych pokrowców, miał chronić urządzenie przed uszkodzeniami, wstrząsami itp. , jeśli nosiłam czytnik ze sobą, zawsze wkładałam go do oddzielnej przegródki w torbie - z dala od kluczy i innych uszkodzeniogennych elementów, a po skończonej lekturze odkładałam w bezpieczne miejsce, np. na stolik czy szafkę nocną, pamiętając, by nie było to miejsce nasłonecznione.  Nie ma zatem możliwości, by doszło do uszkodzenia mechanicznego. 
 Co ciekawe, ani Kindle mojego męża, ani mój poprzedni czytnik, nie był aż tak wrażliwy. Przyznaję, że z Pocketbooka korzystałam bez pokrowca, a nawet niejednokrotnie mi upadł, a mimo to, nigdy nic się nie stało. 
 W wiadomości zwrotnej do Inkbooka poinformowałam, że, oczywiście, odeślę produkt do serwisu i opisałam całą sytuację, prosząc, by w takim razie udzielono mi instrukcji korzystania z Calypso (może trzeba używać w rękawiczkach, albo postawić na regale, by ładnie wyglądał?) .
Beznadziejną, doprowadzającą mnie do łez sytuację uratowali tylko, jak zwykle niezawodni, pracownicy infolinii Legimi, którzy błyskawicznie przywrócili je na starym dobrym Pocketbooku.
Po około dwóch tygodniach od zgłoszenia awarii i dostarczenia czytnika do serwisu przyszła odpowiedź zgodna ze wstępną diagnozą: uszkodzenie mechaniczne. W związku z powyższym koszty wymiany ekranu nie mogą być pokryte w ramach gwarancji.
Aby naprawić sprzęt, musiałabym zatem wyłożyć ponad 300 zł, czyli przeszło połowę wartości urządzenia. 
Podsumowując, naprawdę chciałabym móc powiedzieć, że czytnik polskiego producenta wart jest uwagi. Biorąc jednak pod uwagę jakość wykonania (ekran pękający od leżenia na szafce i to w futerale!) oraz obsługi klienta, z ciężkim sercem, odradzam zakup czytnika Inkbook.

Komentarze