Potteromania- stan na całe życie

Kot w worku 

   Od dziecka uwielbiałam czytać. Na szkolnych korytarzach najczęściej widywano mnie zatopioną w lekturze , dlatego nikogo nie zdziwiło, gdy na klasowej liście prezentów mikołajkowych przy moim nazwisku pojawiło się hasło "książka". Nie znałam się wtedy na gatunkach, więc mogło to być wszystko- nawet krwawy kryminał! Pod warunkiem, oczywiście, że ktoś kupiłby taki jedenastolatce.
   W dniu klasowych mikołajek jako jedna z pierwszych rozerwałam papier i zobaczyłam taką oto okładkę:


Tytuł jeszcze wtedy nic mi nie mówił, ale, jak na mola książkowego przystało, zacierałam ręce na myśl o chwili, gdy będę mogła spokojnie zatopić zęby w nowości.

Złe miłego początki 

 Jakież więc było moje rozczarowanie, gdy po słowach:
Państwo Dursleyowie spod numeru czwartego przy Privet Drive mogli z dumą twierdzić, że są całkowicie normalni, chwała Bogu.
nie poczułam dreszczyku emocji (dziś, po prawie dwudziestu latach rzecz ma się zupełnie inaczej).  Co więcej, pierwszy rozdział mnie znudził!  Pamiętam ogromne zniechęcenie, które sprawiło, że odrzuciłam książkę na wiele tygodni.

  Pod presją

  Tymczasem w klasie zdążyła już rozgorzeć dyskusja z cyklu:  "Słuchaj, a Harry powiedział". Ponieważ nie znosiłam (i nadal nie znoszę) być pomijana w rozmowach albo, co gorsza, nie wiedzieć o czym się mówi, uznałam, że czas najwyższy przeprosić się z Potterem. Postanowiłam jednak pominąć ów koszmarny pierwszy rozdział.

 Decyzja brzemienna w skutki

    Z perspektywy czasu widzę, że podjęłam wówczas najlepszą możliwą decyzję! Losy Chłopca, Który Przeżył stały się niemal moją obsesją. Na przerwach między lekcjami słychać było rozmowy
tylko o tym, co Harry zrobił, a co Ron powiedział. Do tego stopnia pochłonął nas świat wykreowany przez J.K. Rowling (mówię "nas", ponieważ było to przeżycie całego pokolenia - i tak, wiem, że wielu z Was powie: "Jestem z rocznika 90, a maniakiem Pottera nigdy nie byłem",  jednak mimo wszystko zjawisko to dotknęło bardzo wielu ówczesnych młodych ludzi), że swoją szkołę nazwaliśmy Hogwartem, a nauczycielom nadaliśmy nazwiska bohaterów sagi.

W oczekiwaniu na kolejne tomy

  Jeśli Wasze dzieciństwo lub wczesna młodość przypadały na początek XXI wieku, doskonale pamiętacie, że o ile  trzy pierwsze tomy historii Małego Czarodzieja ukazały się niemal jednocześnie (Harry Potter i kamień filozoficzny, 2000; Harry Potter i Komnata Tajemnic, 2000; Harry Potter i Więzień Azkabanu, 2001), na kolejne trzeba było czekać nawet kilka lat (ostatni tom Harry Potter i Insygnia Śmierci wydano w 2008 ).   Przypominacie sobie też zapewne, jakie szaleństwo wśród fanów wywoływała wiadomość o pojawieniu się kolejnej książki.
 Jako prawdziwy potterhead mogę Wam powiedzieć, że było to prawdziwe święto!
  Pamiętam, jak w dniu premiery  Zakonu Feniksa - a było to w przeddzień ferii zimowych - zadzwoniłam do taty, błagając, by przywiózł mi z miasta najnowszą część Harry'ego.  Z początku trochę się ze mną przekomarzał, twierdząc, że tego nie zrobi, jednak w końcu uległ prośbom.
Stałam przy oknie, wypatrując samochodu, a gdy tylko wjechał za bramę, wybiegłam na podwórze. Wprost nie mogłam doczekać się chwili, gdy będę mogła zacząć lekturę (oczywiście, oczekując premiery, po raz kolejny pochłonęłam wszystkie poprzednie tomy)! Pędząc do swego pokoju, złapałam tylko coś do picia i jakieś słodycze, aby chwilę później rodzice mogli usłyszeć trzaśnięcie drzwiami, które oznaczało "Mam bilet do Hogwartu.  Nie przeszkadzajcie mi."
 Wrażeń z lektury nie będę już opisywać, dość powiedzieć, że lampka pracowała całą noc,
 a następnego dnia zostało już tylko kilka stron. Jakież było zdziwienie moich rodziców, gdy zaledwie kilkanaście godzin po wręczeniu mi opasłego tomiszcza (960 stron), usłyszeli: "Nie mam co czytać".

Kilkanaście lat później

   Dziś, jedenaście lat po premierze ostatniego tomu, nadal chętnie wracam do cyklu o Harrym. Dzieje się to najczęściej jesienią. Wtedy czytam po kolei wszystkie tomy i oglądam filmy. Co więcej,  ostatnio dostałam w prezencie ogromny kubek z godłem Gryffindoru (test na Pottermore wykazał, że jestem Gryfonką), z którego uwielbiam pić wieczorną herbatę. 
     Muszę Wam jeszcze powiedzieć, że w czasie swojej akademickiej drogi spotkałam pewną wspaniałą panią Profesor, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że z potteromanii się nie wyrasta.  Osoba ta jest tak ogromnie zafascynowana światem J.K Rowling, iż wygłasza o nim wykłady nie tylko dla swoich studentów, ale i podczas licznych konferencji naukowych. Niedługo ma ukazać się jej książka poświęcona studiom nad Harrym Potterem. Z pewnością będę jedną z wiernych czytelniczek tej pracy. 
  

Komentarze

  1. Doczekałam się :) Sama się Potteromanką nazwać nie mogę, bo aż taka zafiksowana na punkcie Harrego i jego losów nie jestem, nie mam kubeczków, koszulek i innych gadżetów, ale jak najbardziej losy znam i lubię do nich co jakiś czas powrócić. W tym momencie raczej wybieram film, ale wiadomo książka to podstawa :) Podziwiam osoby, które są tak oddane ulubionym aktorom, filmom, bajkom itd.

    Pozdrawiam, Amelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że sama kiedyś nie miałam żadnych gadżetów (poza książeczką z trójwymiarowymi obrazkami, których i tak nie widziałam). Dopiero teraz, przypadkiem, trafiliśmy z mężem na ten kubek. Ucieszyłam się jak dziecko 😀

      Usuń
    2. Ha, pamiętam te emocje :D Ja byłam trochę starsza, ale czytałam z nie mniejszym przejęciem, w dodatku - żeby jakoś usprawiedliwić swoje zaangażowanie w literaturę "dziecięcą" przed samą sobą - od trzeciego tomu czytałam tylko wersje oryginalne. Poza (rzekomym) szlifowaniem angielskiego miało to jeszcze takie dwie zalety, że po pierwsze nie szło przesadnie szybko - więc przyjemność trwała dłużej - a po drugie nie wszystko rozumiałam, więc druga i trzecia lektura miała powab nowości :)

      Usuń
    3. Nigdy nie próbowałam oryginału. Może teraz się pokuszę

      Usuń
  2. Thank you for sharing your story. I myself just read the whole series for the first time last 2017 and I really loved it. I even wonder why I took such a long time to read the books.

    sarahrizaga.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Piąteczka, też jestem Gryfonem. :) Uwielbiam sagę o HP, chociaż pamiętam z dzieciństwa, że bardzo nie podobały mi się okładki. :D Teraz mam do nich sentyment. Pierwsze 4 tomy czytałam na okrągło, ale przez długi czas nie "poszłam" dalej - bardzo nie chciałam, żeby ten rozdział mojego życia się skończył. Ostatnią część przeczytałam dopiero na pierwszym roku studiów! Też dobrze pamiętam to szaleństwo, gdy był wydawany nowy tom... Chyba każdy autor o tym marzy. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Debiut doskonały

Wytrwale biec po marzenie. Rozmowa z Martą Kruczek

Opowieści (z) walizki